niedziela, 11 grudnia 2011

Isvind - Dark Water Stir [NOR 1996]

Ależ mile mnie połechtał ten materiał. Nie pamiętam już, w jaki sposób natknąłem się w bezmiarze internetu na wzmiankę, a potem na materiał powstałego w pamiętnym roku 1993 Isvind, chyba za sprawą jednego z dwóch najlepszych polskich zinów metalowych w historii, z których ostał się do czasów obecnych tylko 7Gates. Album od razu przypadł mi do gustu, a kawałek o jakże wymownym tytule "Ulv! Ulv!" ("Wilk! Wilk!") łoił mnie po uszach często-gęsto. "Dark Water Stir" to płyta, o której nie sposób wypowiedzieć się inaczej, jak tylko pozytywnie. Isvind grają klasyczny do bólu, tradycyjny norweski black metal w średnich i wolnych tempach, minimalistyczny i negatywny jak to tylko Norwegowie potrafią. Mnóstwo jest kapel, które mają podobne podejście do grania, ale zawsze miło natrafić na zespół, który prezentuje przy okazji wartościową muzykę. Ten album jest jak przenikająca na wylot ulewa smutku i nienawiści, szara i nieposkromiona, trwająca samotnie jak stare drzewo w środku lasu. Mimo minimalistycznego podejścia do black metalowej materii panowie z Isvind (nor. - Lodowy Wicher) nagrali dzieło kompletne, dumny i przemyślany ochłap czarnego łojenia, który zadowoli nawet najbardziej wybredne gusta. Muzyka jest bardzo różnorodna, w numerach wiele się dzieje, a użyte tu i tam sample nie rażą, a przerażają. "Dark Water Stir" tym się różni od recenzowanych uprzednio płyt, że stanowi monument ku czci czystej formy i podobny efekt osiąga za pomocą klasycznego black metalowego instrumentarium. O ile do Fen czy Wodensthrone klawisze pasują, o tyle nie zniósłbym ich w Isvind. Możliwości gitary są wyeksploatowane w stopniu wystarczającym, do nagrania black metalowego, na wskroś norweskiego albumu, który mnie absolutnie przekonuje. Uwaga, słuchane w depresji grozi samobójstwem! Znakomity norweski łomot - kupować w ciemno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz