sobota, 10 grudnia 2011

Nocternity - Onyx [GRE 2003]

Nocternity pochodzą z Grecji, ale zupełnie nie grają jak Grecy (podobnie zresztą, jak wychwalane przeze mnie na łamach 7Gates Ravencult) i bardzo dobrze, bo czego jak czego, ale greckiego black metalu nie jestem w stanie zdzierżyć. O wiele bardziej niż Varathron, Necromantia czy Rotting Christ przemawia do mnie czarna sztuka ze Skandynawii, toteż ponad wyżej wymienione zespoły przedkładam chociażby takie inspirowane Szwecją czy Norwegią twory, jak recenzowane właśnie Nocternity. Muzyka zawarta na "Onyx" jest jak zbita czarna chmura mroku, która z wolna, niespiesznie, oplata słuchacza obezwładniającym wyziewem. Gładko przechodzące w świdrujące uszy gitarowe riffy ambientowe intra i outra kreują uczucie mistycznej aury, która nie rozwiewa się aż do ostatnich taktów finalnej kompozycji. Muzyka Nocternity to impresjonistyczna, ciągle zmieniająca swą eteryczną formę plama dźwięku, z której raczej chaotycznie, niż linearnie wyłaniają się raz po raz nowe, genialne riffy, by za chwilę odpłynąć i ustąpić miejsca innym. Perkusja nabija jednostajnie, ale nie prostacko, a sama muzyka płynie i usypia jak trucizna. Absolutnie jednak nie ma tu miejsca na nudę, ale muzyka raczej nie nadaje się do słuchania w ciągu dnia, w tle do codziennych czynności, a wymaga raczej mrocznego otoczenia i spokoju, aby mogła w pełni wybrzmieć i roztoczyć swój czar. Nie doszukałem się na "Onyx" żadnych minusów i myślę, że mogę z czystym sercem polecić tę płytę każdemu maniakowi czerni. Bije z niej czysta, surowa autentyczność i przede wszystkim umiejętnie wygenerowana atmosfera mroku, która z pewnością każdemu przypadnie do serca. Odnoszę wrażenie, że coraz ciężej spotkać muzykę, w której tak równo rozkładałby się feeling i dźwiękowa forma, które nie wadzą sobie na wzajem, a stanowią jedną, frapującą, wysokiej jakości całość. Z pewnością jest to zespół, do którego jeszcze niejednokrotnie wrócę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz