poniedziałek, 12 grudnia 2011

Wigrid - Hoffnungstod [GER 2002]

"Hoffnungstod" (niem. - Śmierć Nadziei) to dla mnie płyta arcyważna z kilku powodów. Pierwszy to taki, że zanim ją usłyszałem miałem zaufanie tylko i wyłącznie do tuzów black metalu, których kasety kupowałem w Empiku i dwóch gdyńskich sklepach muzycznych za grubą jak na dzisiejsze czasy kasę. Wigrid pomógł mi tą płytą wyjść poza krąg dziesięciu zespołów, z których wiele lat temu składał się dla mnie black metal i odkryć, że kapele zupełnie nieznane, ukryte w głębokim podziemiu, również mają olbrzymi potencjał i że warto ich szukać. Drugi powód natomiast jest taki, że to jedna z najlepszych black metalowych płyt, jakie w życiu słyszałem. Dzieło skończone, genialne, niezastąpione; moja pierwsza piątka, a pośród zespołów niemieckich absolutny number one. Wigrid (jak wiemy z Thorgala, skandynawski bóg poetów :), a wedle mitów - równina, na której rozegra się Ragnarok) to one-man band z Niemiec, co jest o tyle zaskakujące, że regularnie pojawiające się tu i ówdzie, kopiujące Varga zespoły jednoosobowe niemożebnie ssą. Wigrid to chwalebny wyjątek od tej reguły. Płyta powstała na bazie oczywistych i daleko posuniętych fascynacji legendarnym Burzum, nie ma co do tego wątpliwości, a jednak jest to muzyka na wskroś oryginalna i autentyczna. Specyficzny sposób grania na gitarze, pojawiające się często wypuszczenia, schowane w tle za ścianą sześciostrunowców bębny oraz desperacki wokal składają się razem na mieszankę wybuchową, która zalewa smutkiem i beznadzieją wszystko dookoła. Bezsprzecznie jest to również jeden z najbardziej leśnych zespołów, jakie znam, a jak już pisałem, "leśność" w black metalu, zwłaszcza norweskim, jest dla mnie, jak by powiedzieli Anglicy, of utmost importance. Do dokonań Burzum nawiązuje również okładka "Hoffnungstod", kolaż dwóch znanych mniej lub bardziej rysunków Kittelstena, z których korzystał także Varg, a które DOSKONALE oddawały atmosferę muzyki Burzum. Nie muszę chyba dodawać, że idealnie pasują również do Wigrid. Płyta zaczyna się gitarowym wstępem "Leere", po czym przechodzi w zagrane w średnich tempach, okraszone wyobcowanymi, prymitywnymi riffami "Ort des Einsamkeit", "Die Entstahung", "Das Sterben Eines Traumens" i w końcu genialny, tytułowy "Hoffnungstod". Na zakończenie uszy atakuje darkthronowe tempo "Der Weg In Anderes Dasein". Mógłbym pisać wiele o absolutnie wyciskających łzy z oczy riffach, których jest tu pełno, ale dość ciężko oddać słowami zasób emocji, które autor zawarł w tej muzyce. Szkoda zresztą czasu na opisy, to po prostu trzeba usłyszeć. Brzmienie i sama muzyka stanowią jedność, jeśli macie dobre słuchawki i wolną chwilę, do absolutnie nic nie przeszkodzi wam w pełni rozkoszować się geniuszem tej płyty. Takiego black metalu mógłbym słuchać w kółko (do chwili, kiedy przepełniony negatywizmem targnąłbym się na własne życie, a w ostatnich przedśmiertnych konwulsjach zakopałbym się w ściółce, that is). Płyta absolutnie genialna i dla mnie osobiście kamień milowy, który mógłby rozpocząć erę post-burzumowską w black metalu, gdyby nie to, że tak wiele kopiujących ten zespół kapel to straszna kupa. "Hoffnungstod" to arcydzieło, klasyk, mistrzostwo świata. Chepeau bas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz