sobota, 28 stycznia 2012

Endstille "Endstilles Reich" [GER 2007]

Głównym problemem tej płyty nie jest brzmienie ani riffy, tylko tempo. Kojarzycie średnio-szybki blast beat z "Panzer Division Marduk" Marduka? Tutaj tempo jest identyczne, z tym że o ile na wymienionej wyżej płycie jakoś mnie to tempo nie raziło, więcej, okazało się strzałem w dziesiątkę, ponieważ dzięki niemu słuchacz mógł w pełni rozkoszować się genialnymi riffami takiego "Christraping Black Metal" czy "Blooddawn". Nie wiem czemu to samo tempo drażni mnie i nudzi w muzyce Endstille. Brzmienie jest porządne, riffy ciekawe i przejmujące, zwłaszcza w numerze tytułowym, muza trzyma się kupy i solidnie wali po mordzie. Może to kwestia daty, którą krążek jest opatrzony? Marduk wydał swojego hiciora w latach 90-tych, obecnie mamy rok 2012 i czas takiego bicia dawno już przeminął. Nie mówię, że wszystkie kapele powinny nakurwiać jak The Berzerker, ale jednak ma się wrażenie, że ten porządny jakby nie było album był przestarzały już w momencie premiery. Gdyby panowie zdecydowali się jeszcze obniżyć bpm-y do tempa, powiedzmy, "Transilvanian Hunger" byłby z "Endstilles Reich" kawał solidnego norweskiego unholy black metalu; gdyby podbili beat do tempa, powiedzmy' "Attera Totus Sanctus", z głośników lałaby się wartkim potokiem szwedzka siara. Tymczasem słuchając tej, dobrej zupełnie przecież, płyty strasznie mi się nudzi i nie dałem rady dosłuchać jej do końca. Album uratowałoby wygenerowanie nieco większego mięcha na głośnikach, gdyby dźwiękowiec dostał do odsłuchania np. "Salvation" uwielbianego przeze mnie Funeral Mist, płyta pewnie by się broniła. W stanie obecnym album ten to porządne, godne polecenia black metalowe łojenie, zimne i obskurne, ale zwyczajnie nie na rok 2012. Mimo, że to godny album, to najprawdopodobniej wrzucę go na słuchawki góra dwa razy, z tego samego powodu, dla którego szerokim łukiem omijam "Demonic Possessions" norweskiego Tsjuder. Albo wte albo we wte!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz