czwartek, 13 września 2012

CARPATHIAN FOREST "Morbid Fascination of Death" [NOR 2001]

Genialna płyta. Nokaut, łopatki, odliczanie. Carpathian Forest zajmowałem się już na łamach Katrommoz BMR przy okazji zupełnie średniego wydawnictwa "Skjend Hans Lik". "Morbid Fascination of Death" ze średniactwem nie ma nic wspólnego, to pełnokrwista płyta-marzenie, na której równoważą się obydwa elementy, bez których nie ma dobrego TNBM, to jest smutek i nienawiść. Na domiar dobrego zamieszczono tutaj prawdziwy smakołyk w postaci przezajebistego coveru Mayhem z "Pure Fucking Armageddon", sławny "Ghoul". Płyta składa się z klasycznych black'n'rollowych kompozycji, do których przyzwyczaił nas Carpathian Forest na przestrzeni lat, poprzetykanych retardującymi impet muzyki numerami instrumentalnymi, których słuchanie po dragach grozić może samobójstwem. Płyta otwiera się niepokojącym intrem "Fever, Flames and Hell" ze skrzekami Hellcommandera Nattefrosta i mrożącym krew w żyłach samplem. Po nim przychodzi czas na klasyczny, perwersyjny black metalowy wykurw w postaci "Doomed to Walk the Earth as Slaves of the Living Dead", a zaraz po nim drugi cios okutaną w pieszczochy pięścią, czyli numer tytułowy. Następnie następuje chlast między oczy monumentalnym jak wieża Eiffela czarnym dildem w postaci szarpanego wstępu do "Through Self-Mutilation", który rozściela przed nami wszystkie sado-maso obrzydlistwa, które siedzą w głowie i główce pierwszego zboczucha Norwegii. Później przychodzi pora na jeden z lepszych numerów na płycie, czyli "Knokkelman", któremu idzie w sukurs krótki acz dosadny "Warlord of Misanthropy", gdzie znalazło się nawet miejsce na muśnięcie klawisza. Kolejny w trackliście jest bardzo klimatyczny "World of Bones", przejmująca wizja martwej Ziemi, a dalej klasyczny black metalowy manifest w postaci "Carpathian Forest", który, powiadam, dupę urywa. Widziałem gdzieś live'a, gdzie zespół gra ten właśnie numer, i muszę przyznać, że to harda jebanina i sprawdza się na żywo nie gorzej od najbardziej żywiołowych kawałków grupy. Potem Norwegowie raczą sponiewieranego nieco słuchacza zamyślonym interludium w postaci "Cold Comfort", niezły numer na deszczowy trip po lesie, podobnie jak utrzymany w podobnym klimacie "Speechless", po którym niczym wiozący kowadła TIR trafia nas świetny "Ghoul", który brzmi o wiele lepiej od oryginału. Płyta kończy i wyspokaja się kolejnym outro w postaci "Nostalgia", a słuchacz siedzi jeszcze chwilę w fotelu, nie mogąc się ruszyć. Na tej płycie Carpathians wzbili się na wyżyny swego kunsztu i basta, i żadne tam "Black Shining Leather". Miałem tego farta, że na dorzucanych lata temu do Mystic Art składankach znajdowały się czasem dobre numery (mowa o "Through Self-Mutilation"), toteż niniejszy album był pierwszym dziełem Carpathian Forest, z jakim miałem przyjemność się zapoznać. Smaczny balans pomiędzy nienawistną surowicą a tnącym po nadgarstkach smutkiem nie mógł nie uczynić tego albumu wybitnym; to nie tylko dobra płyta ale i podróż przez czarne jak noc otchłanie ludzkiej psychiki, które leżą na co dzień uśpione gdzieś na dnie. "Morbid Fascination of Death" to płyta, która zostaje w głowie i sercu na długo. Pełna rekomendacja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz