czwartek, 20 września 2012

CRIONICS "Neuthrone" [POL 2007]

Nie będę oryginalny w tym, co teraz napiszę, ale bardzo nie lubię, kiedy zespół dodaje płytę do pisma, choćby i był to uznany i rzetelny tytuł. Kojarzę tego typu praktyki z chęcią zrobienia szybkiej kariery, z nadmuchanymi balonami, z których szybko ulatuje powietrze i momentalnie przemijają, z zupełnie niemetalowym podejściem do metalu. Takie skojarzenia miałem i w przypadku debiutu Crionics. Każdy pamięta "Human Terror: Ways to Selfdestruction", który to album wyszedł jako bonus do jednego wydania Thrash’em All’a. Podobnie jak wyłącznie pochlebne recenzje tegoż materiału. I o ile sam album faktycznie był bardzo dobry jak na debiut, to nachalna promocja, czy akwizycja wręcz, prowadzona w taki sposób ma prawo budzić różne opinie, w tym i niepochlebne, obrzydzić słuchaczom zarówno płytę jak i zespół. Wzbudzić rozprzestrzeniające się jak pożar głosy o nieszczerości zespołu. Myślałem wtedy, i nie ja jeden zapewne, że będzie to jeden z tych bandów, które szybko przepadną gdzieś i świat o nich zapomni. Że nie sprostają napuchniętym jak utopiec oczekiwaniom po kampanii reklamowej i niezliczonych zachwytach. Ku memu zaskoczeniu jakiś czas później okazało się, że Crionics uderzyli z kolejnym albumem, a później jeszcze następnym – będącym przedmiotem tej recenzji. Myślę, że chłopaki rozwiali wszelkie wątpliwości dotyczące rzekomej sztucznej popularności i popowatości swojej muzyki i ich kapeli. Udowodnili, że im się chce i nie mają zamiaru osiąść na laurach. Dojebali bardzo mocnym albumem, zwartym, prężnym, agresywnym, pełnym ciekawych patentów, z jajem i pomysłem. Kawałki są przemyślane, charakterystyczne, każdy z nich wrzeszczy własnym głosem. Zebrane do kupy poszczególne ciosy prosto między oczy tworzą bardzo zgrabną death/blackową całość, gdzie, mimo ścielącego się gęsto blastu, jest miejsce na finezje i awangardowe podejście do tematu – awangardowe, acz nie pozbawione pazura. Kapela odważyła się na dość oryginalny image i nieskrępowaną prawidłami mieszaninę tego co najlepsze w każdym gatunku ekstremalnego metalu. Momentalnie nasunęły mi się skojarzenia z Behemothem i Vesanią. Zdaje się, że rośnie nam tutaj, na naszym smutnym, zapyziałym, upstrzonym psim łajnem i rozwrzeszczanym gówniarstwem podwórku, kolejny światowy zespół, bardziej niż na tradycji i łojeniu w kółko tego samego zajęty eksploracją i poszukiwaniem nowych brzmień. Jeszcze parę lat temu, napędzany młodzieńczym żarem, krzywo patrzyłbym na takie odstępstwa od sztywnych metalowych przykazań. Teraz myślę sobie, że nie ma nic złego w tym, że kapela chce grać inaczej, prezentować coś swojego i przekraczać pewne granice – wcale bowiem nie musi się to wiązać ze sprzedawaniem się czy lizaniem się po chujach z "wielkimi" tego całego gównianego biznesu. Obiektywna prawda jest taka, że jak ktoś robi coś dobrze, to przy odrobinie szczęścia wypłynie na wierzch i dostanie szansę. Niech każdy robi, co chce, a wyrokami szafuje ostrożnie. Crionics prezentują progresywne podejście do metalu, gdzie "progresja" nie zepchnęła "metalu" na boczne tory, a raczej dała całej morderczej machinie potężnego kopa. Są klawisze i są sample, ale nie ma nachalności i plastiku. Jest rzetelne metalowe grzanie w klimatach, poza ww. zespołami np. Emperor. Nie mam nic przeciwko takim inspiracjom, pod warunkiem, że ma to ręce i nogi. Crionics ma nogi, ma ręce i to nawet z grubym bicem. Podsumowując, różne widziałem na necie recenzje "Neuthrone". Szczerze mówiąc, dziwię się tym niepochlebnym, bo ja osobiście nie mam się za bardzo do czego przyczepić. Jasne, że zawsze coś może być lepiej, ale po co szukać dziury w całym? Crionics bynajmniej nie zeszli poniżej poziomu i jeśli założymy, że z każdym następnym albumem będzie coraz lepiej, to być może niebawem będzie nam dane obcować czymś naprawdę wielkim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz