sobota, 15 września 2012

NEGURA BUNGET "From Transilvanian Forest" EP [ROM 2000]

Negura Bunget to chyba jeden z najbardziej mistycznych i tajemniczych black metalowych tworów na Ziemi. Ich muzyka kłębi się i snuje jak mgła, bez formy, bez kształtu, a jednak po brzegi wypełniona treścią. Miałem kiedyś możliwość podziwiania zespołu na żywo i pamiętam, że odebrałem ich dźwięki bardzo podobnie; sprawiały wrażenie, jakby omijały uszy i uderzały prosto do głowy, otumaniały jak wino i zsyłały na słuchacza śmiercionośny letarg. Kusi mnie, żeby rozebrać trochę EP-kę "From Transilvanian Forest" na części pierwsze, pogadać sobie o riffach, aranżacjach, bębnach, ale wyjątkowo ciężko mi się za to zabrać, bo poszczególne elementy tak znakomicie się uzupełniają i w tak zbitą całość się zlewają, że ciężko określić, czy ten huczący jak targane nocnym wichrem drzewa uwiąd to jeszcze gitara, czy już klawisz. To wrażenie zespolenia się instrumentów w jedną pojedynczą ścieżkę towarzyszy nam od samego onirycznego początku "Vallachorum Tyranorum" do ostatnich sekund "Sculptured Fog". Jeśli komuś obraz wampirów wypaczyły bestsellery Stephanie Meyer, niechaj czym prędzej zapozna się z tym wydawnictwem. Negura Bunget pochodzą bowiem z Rumunii i interesują się żywo wampiryzmem, tym prawdziwym, odhumanizowanym i złym, odkładającym się na duszy pierwotnym lękiem, nie zaś jego popkulturową, skrzącą się od cekinów wersją, która tak świetnie się sprzedaje, że w księgarniach i bibliotekach powstają osobne działy z "paranormal romance". Ogarnia mnie ból i żałość na myśl, że są i w black metalu zespoły, które tak płytko podchodzą do tego ciekawego przecież i enigmatycznego zagadnienia. Owy ból i żałość uśmierza znacznie chłodny jak śmierć balsam Negura Bunget, który gra muzykę tak odległą od wszelkiej popkultury, że nawet poszarpana i dynamiczna ścieżka perkusji na "From Transilvanian Forest" nie przyciągnęła zapewne by do brodatych Rumunów chętnych na figle po cmentarzach groupies. Negura Bunget odarli black metal z wszelkiej formy, razem z niektórymi przejawami trendziarstwa, które na stałe już weszły w gatunek (tak jest, nie przesłyszeliście się, bo czymże innym, jak nie ugruntowanym trendem są corpse paint i pieszczochy?), prezentując nam czystą formę, zalewającą słuchacza jak fala czerni i zapadającą nad nim jak noc. Negura Bunget brzmią, jakby nagrywali swoje płyty w nietkniętych ludzką stopą lasach i raz do roku schodzili z gór do miasta, by wysłać je pocztą wydawcy, zarośnięci, w skórach i rozsiewający wokół odór niemytego ciała i zleżałego mchu. Zaskakujące jest ponadto, że choć tyle jest tutaj o lasach i pogańskich gajach, Negura Bunget nie pozują na "prawdziwków" (badum-tss) i sprawiają wrażenie zupełnie normalnych gości. Co cieszy. "From Transilvanian Forest" to króciutki przedsmak tego, co czeka nas na dalszych płytach grupy, a zarazem zwarta całość sama w sobie, którą można cieszyć uszy z niekłamaną przyjemnością. Bardzo łatwo przy tych dźwiękach odpłynąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz