wtorek, 31 grudnia 2013

RECENZJA: Altar of Plagues "Mammal" [IRE 2011]

Szperając w necie natrafiłem na początkowo zbywane przeze mnie niedbałym parsknięciem, ale z czasem zwracające coraz silniej uwagę wzmianki o muzyce określanej jako "hipsterski black metal". W dobie popularności wełnianych czapek, Raybanów, bujnego zarostu i wszelkiej maści zdrowego i niemozliwego do kupienia pożywienia pomyślałem sobie, że ktoś po prostu robi sobie jaja, ale wkrótce okazało się, że nie do końca i że w ten nowy jakoby nurt wpisuje się niemało zespołów, które łączy niemało cech wspólnych. Znalazłem gdzieś zestawienie, w którym wyczytałem, że podobno ów hipsterski black metal gra na przykład Deathspell Omega, Burzum czy Ulver, co trudno traktować poważnie, ale obok charakterystycznej logówki Francuzów widniało kilka zagadkowych szyldów, które postanowiłem sprawdzić. Wśród odsłuchanych przeze mnie albumów znalazł się również i niniejszy, czyli "Mammal" Altar Of Plagues. Nie wiem, czy hipsterski, ale z pewnością nie jest to typowy black metalowy łomot; już na pierwszy rzut oka widać subtelną różnicę pomiędzy klasycznym black metalowym rekwizytorium, wizerunkiem, sznytem muzycznym, a tym wyznawanym przez rzeczone zespoły, a wśród nich między innymi AOP. Mniej tutaj diabłów i trupów, mniej klasycznych, czarno-białych, wzorowanych ma Moyenie czy pierwszych frontach Darkthrone obrzydlistwach, a więcej wyobcowania, pustkowi, jakichś subtelnie niepokojących landszaftów, zagadkowych, rozmazanych (chciałoby się rzec: "instagramowych") fotografii. Również sama muzyka takich zespołów jak Wolves In The Throne Room, Deafheaven, Liturgy, czy AOP właśnie, bywa zagadkowa, tajemnicza, rozmazuje się w uszach w trudny do podzielenia na ścieżki niejednolity szum podbity standardowym black metalowym tempem. Ta tajemniczość i niejednoznaczność mnie akurat całkiem kręci. Jest to pewien odchył od mojej black metalowej normy, ale nie oznacza to wcale, że nieciekawy, tym bardziej, że wszelkie udziwnienia, klawiszowe wstawki i sample, stanowią bodaj chwilowy odpoczynek od całkiem solidnego metalowego łojenia. Klasyczny czarny sound jest tu z rzadka przełamywany desperackim zawołaniem, jakimś sludge'owym jebnięciem czy ambientową plamą, jakimś złowróżbnym szelestem, który kojarzyć się może z opuszczonym domem w środku lasu, gdzie, choć tego nie wiemy, nie jesteśmy sami. Z pewnością wszystkie te niespotykane dotąd w gatunku udziwnienia nie są najgorszymi z muzycznych wyborów, jakich dokonali na przestrzeni lat black metalowi muzycy (piję tutaj do Ancient, Abigor czy Dodheimsgard). W moim przekonaniu "Mammal" to godny przedstawiciel ciekawej odmiany black metalu, która nie musi wcale okazać się ślepą uliczką. Pomimo wiader pomyj wylewanych na zlepianą w jedną masę bliżej nieokreśloną "hipsteriadę", sama idea poszukiwania nowych brzmień jest szczytna, tak długo, jak efekt finalny ma ręce i nogi. No i któż z nas nie zajarał się kiedyś wygrzebaną z głębokiego podziemia, zupełnie nieznaną kapelą? Niekoniecznie popijając wodą kokosową i zagryzając bezglutenowym makaronem, ale jednak. Wracając zaś do samego zespołu i płyty "Mammal" - z pewnością jest to porządny, rzetelnie skomponowany i odegrany stuff. Płyta co najmniej warta polecenia, a jeśli kogoś razi słówko na "h", niech albo zaklasyfikuje AOP do post-black metalu, albo niech zrobi to co ja - odpali płytę i po prostu słucha.

niedziela, 29 grudnia 2013

WYWIAD: BASTARD PRIEST [27.7.2011]

O Bastard Priest dowiedziałem się przez przypadek; przeglądałem jakiegoś zina i zwyczajnie spodobało mi się ich logo i nietypowe zdjęcie promocyjne. Prostota ale z pewnym specyficznym sznytem. Pomyślałem sobie, że skoro ktoś o nich napisał, to może ci dwaj zapaleńcy robią ze szwedzkim death metalem coś więcej, niż tylko po raz tysięczny odgrzewają na nowo te same stęchłe i przegniłe kotlety. Dałem im szanse i zaskoczyło, panie i panowie! Kapitalny band, zajebiście świeży ale i do bólu klasyczny death metal rodem z północy. Tak mi się spodobał ten syfiasty necro-sound „Under the Hammer of Destruction”, że zwyczajnie nie mogłem nie zaproponować Mattowi Mendozie wywiadu. Wynikła w międzyczasie pewna nerwówka, więc odpowiedzi bywają zdawkowe, ale muza Bastard Priest jest tak dobra, że odpuszczenie takiego bandu byłoby grzechem, który ciążyłby mi na sumieniu. Czytajcie i słuchajcie, jest duża szansa, że jeszcze do nich powrócimy.

Wymień swoje top 5 metalowych albumów wszech czasów.
W tej chwili są to: "Master of Puppets" Metalliki, "Machinehead" Deep Purple, "Rubycon" Tangerine Dream, "Fuck the Universe" Craft i ostatnia epka australijskiego Teargas. Kolejność najzupełniej przypadkowa.

Czy nazwa Bastard Priest ma jakieś konkretnie znaczenie, przekaz? Czyżby jakiś sprośny księżulo próbował zapodać wam kiedyś tu i ówdzie ciało Chrystusa?
Nie, nic takiego nie miało miejsca. Chcieliśmy nazywać się Jezus i Bibliojebcy, ale ta nazwa była już zajęta, więc został Bastard Priest.

Wiem, że poza metalem w waszych odtwarzaczach nakurwia też hardcore i punk. Czy któryś z wymienionych gatunków dominuje nad pozostałymi czy słuchacie wszystkich po równo? Czujesz się bardziej punkiem czy metalowcem?
Powiedziałbym, że wymienione przez ciebie gatunki rozkładają się mniej więcej po równo. W robocie i dla relaksu słucham głównie metalu, punk wrzucam, żeby wzbogacić uran.

Co mógłbyś powiedzieć młodszym czytelnikom 7 Gates o szwedzkiej scenie punkowo-hardcorowej w latach 90-tych? Byliście członkami osławionego Bajsligan?
Nie, nie byliśmy. W sumie nie wiem co miałbym powiedzieć o ówczesnym szwedzkim punku. Poza kilkoma wyjątkami, takimi jak na przykład Hall Keft, było raczej fajansowo.

Czy wasze pasje dla punka i metalu rozwijały się jednocześnie czy też zaczęliście od jednego z gatunków, a drugi odkryliście później?
Przygodę z muzyką zacząłem jako dzieciak od tradycyjnego metalu z lat 80-tych, a z czasem przekonałem się również do death, black, speed i thrash metalu. Punka i hardcore'u zacząłem słuchać jakoś około trzynastego roku życia. Wtedy metal lekko mnie już znużył, toteż przez kilka lat nie interesowałem się tym, co się działo na scenie. Nie przestałem jednak słuchać ulubionych kapel.

Wolisz Sex Pistols czy The Exploited?
Obydwie kapele solidnie lutują w pupala, ale jeśli musiałbym wybrać, to raczej Exploited, bo napierdalają jednak z deka mocniej.

Gdzie dokładnie w Szwecji mieszkacie i jak wam się tam żyje?
W Sztokholmie, a żyje się tu tak samo jak wszędzie.

Co robicie prywatnie w życiu? Robota, kobity, dzieciaki?
Robota, kobita w liczbie jeden, dzieciaków brak.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem wasze zdjęcie promocyjne pomyślałem sobie, że jesteście starymi fanami death metalu, którzy odeszli na kilka lat od sceny, po czym wrócili. Takie skojarzenie naszło mnie w związku z waszym nietypowym jak na metal imagem - ty wyglądałeś z lekka punkowo, a Inventor z lekka jak Rosjanin (przez tę czapę z uszami). Wygląda jednak na to, że się myliłem, bo przecież ani na chwilę nie przestaliście aplikować sobie łomotu?
Ja akurat nigdy nie byłem częścią jakiejś sceny death metalowej. Jeśli jestem teraz, to w sumie chujnia. We wczesnych latach 90-tych jarałem się każdą szybką i agresywną muzyką, a kiedy byłem nasto- i dwudziestolatkiem nieustannie łupałem po garażach prymitywny hardcore punk. Teraz przyszedł czas na Bastard Priest i tyle. Nie ma w tym właściwie nic skomplikowanego i w sumie nie rozumiem, czemu ktoś miałby przykładać jakąkolwiek wagę do tego, czy zacząłem słuchać Sodom mając lat pięć czy pięćdziesiąt.

Gdzie i kiedy poznaliście się z Inventorem? Czy wasze gusta muzyczne się pokrywają?
Nie inaczej, z grubsza podoba nam się w zasadzie to samo. Poznaliśmy się dwanaście lat temu i od razu zaczęliśmy razem napierdalać w jednym z garaży w miejscowości Umea na północy Szwecji.

Jakie jest wasze zdanie o książce Ekerotha o szwedzkim death metalu?
Ja uważam, że jest spoko. Sam mam wiele zajebistych wspomnień z wczesnych lat 90-tych, kiedy działy się wszystkie te rzeczy, o których Ekeroth pisze.

Czy skandynawski black metal miał na was jakikolwiek wpływ?
No kurwa! Pewnie, że słucham też i black metalu. Najbardziej pasował mi, kiedy byłem nieco młodszy, ale zawsze staram się wyhaczyć jakiś dobry black metalowy zespół wart posłuchania. Nabyłem niedawno drogą kupna ostatnie LP Negative Plane.

Odsłuchałem na MajSpejsie kilka waszych najnowszych utworów i muszę powiedzieć, że to harda jebanina. Nowy stuff brzmi nawet lepiej, niż debiut! Powiedz mi skąd po tylu latach bierzecie ten oldschoolowy power i czym się inspirujecie, że udaje wam się nagrać muzykę z jednej strony zajebiście świeżą, a z drugiej do bólu tradycyjną? Myślałby kto, że wszystko w death metalu zostało już wywrzeszczane, wyszarpane, wybębnione, a tu - jeb! - taki pocisk...
Ja po prostu gram co lubię. Nie ma na to żadnego przepisu. Po prostu lubię dłubać w muzyce, komponować utwory i tak dalej. Wychodzi to wszystko jakoś zupełnie naturalnie.

To w zasadzie temat-rzeka, ale powiedz w kilku zdaniach jakie jest twoje zdanie o religii i polityce? Zdarzyły ci się może za młodu bądź niedawno jakieś konfrontacje z policją albo chrześcijańskimi fundamentalistami, którzy chcieli wam poodwracać krzyżyki w próbowni?
Nie, nie miało miejsca nic takiego. Nie pokładam wiary w jakiejkolwiek zorganizowanej religii, natomiast swoje poglądy polityczne zachowam dla siebie.

Gdzie odbywają się wasze próby i jaki panuje tam klimat?
Głównie w Sztokholmie i mamy jeszcze niewielką próbownię w Umei. Klimat jak klimat, jest w pizdę zimno.

Gdybyś mógł zabić jedną osobę na świecie, kogo byś zabił i dlaczego?
Nie sądzę, bym miał prawo pozbawić życia kogokolwiek, a więc - nikogo. (Ale mi się trafił hipis jebany. - dop. tromm)

To na razie tyle. Rogi w górę i dzięki za wywiad! Ostatnie słowo?
Liczy się pierdolnięcie!

WYWIAD: THE DEAD GOATS [22.01.2013]

Idąc niedawno do gdyńskiego Ucha na X-mass Noize Night nie spodziewałem się żadnej konkretnej muzy od zespołu, któremu przypadła niewdzięczna rola rozgrzania publiki przed znanymi i lubianymi na Pomorzu (i nie tylko) Blindead oraz nieco mniej popularnym, ale za to cieszącym się twardą fanbazą Belzebongiem. Głupio się przyznać, ale niemal zawsze myślę sobie, że supporty to zwykła strata czasu i wolę, żeby od razu zaczęły grać bandy, na które wszyscy przyszli. Wbijam więc zmarszczony do Ucha, a tu jak nie pierdolnie The Dead Goats! Na scenę wkuśtykało trzech niepozornych chudzielców, z czego jeden w rurkach i z zarzuconym na jedno oko grzywaczem, i rozjebali mnie o niebo mocniej, niż Belzebong, Thaw czy Blindead! Postanowiłem takoż napisać do chłopaków, zmiękczyć ich nieco komplementami i zapytać nieśmiało o wywiad. Kozły okazały się równymi chłopami, którzy trochę się już po naszej scenie bujają, a rezultat naszej pogawędki znajdziecie poniżej. Nie muszę rzecz jasna mówić, że macie obowiązkowo zapoznać się z ich debiutem „The Path of the Goat”, bo inaczej wpierdol? Takiego świeżego powiewu szwedzkiemu death metalowi było trzeba. Okazuje się, że od czasu do czasu nawet najmroczniejszą kryptę czy kostnicę warto przewietrzyć.

Czołem! Na dobry początek wymieńcie Top 5 waszych ulubionych płyt wszech czasów.
Witam wszystkich! Tylko 5? O ile w kwestii ulubionych zespołów dużych różnic by między poszczególnymi członkami nie było, o tyle w kwestii samych albumów mogłyby już wystąpić, więc jako monolit nie jesteśmy w stanie wskazać owej magicznej piątki. Zrobiłem jednak mały, indywidualny wywiad środowiskowy w zespole i oto co następuje. Radek - Entombed „Clandestine”, Disfear „Live The Strom”, Napalm Death „From Enslavement to Obliteration”, Carcass „Reek of Putrefaction” i Impetigo „Horror of the Zombies”. Pavlo - The Beatles „Abbey Road”, Johny Cash „At Folsom Prison”, The Smiths „Meat Is Murder”, The Cure „Disintegration” i Death „Scream Bloody Gore”. Jawor - Alice In Chains „Facelift”, Tragedy „Vengeance”, Disfear „Misantrophic Generation”, Carcass „Reek of Putrefaction” i Neuropathia „Bubba Luciferi”. Niektóre wybory mogą dziwić, ale są to najważniejsze dla nas płyty, które bezsprzecznie ukształtowały każdego z nas z osobna i wpłynęły na to, jak dogadujemy się jako zespół. Dodam tylko, że na trasach słuchamy głównie Depeche Mode :)

Nic tak nie leczy kaca jak „Enjoy the Silence” :) Skąd pomysł na kolejny band inspirowany starą Szwecją? Nie baliście się, że wasze wysiłki i album przejdą zupełnie bez echa na tej, jakby nie patrzeć, mocno wyeksploatowanej na przestrzeni lat scenie?
Praktycznie od początku swojego istnienia Neuropathia nawiązywała brzmieniowo do szwedzkiej sceny. Na każdym albumie pojawiały się utwory mocno zakorzenione w punku czy muzyce d-beat. Powstanie The Dead Goats, zespołu, w którym gralibyśmy muzykę podobną do tej, która inspirowała nas od samego początku, było więc tylko kwestią czasu. Zwłaszcza Radek jest zarażony Szwecją od małego i od dawna chciał grać w tym stylu. Pomagamy mu razem z Pawłem z ogromnym zapałem, czerpiąc z tego prawdopodobnie taką samą radość, co pomysłodawca. Co się zaś tyczy tworzenia numerów na płytę - nie zastanawialiśmy się, co z nimi zrobimy i jaką wywołają reakcję. Musiały się spodobać przede wszystkim nam samym. A rzeczywistość nas bardzo pozytywnie zaskoczyła, bo dostajemy wypieków na twarzach słysząc, jak „Path of the Goat” został pozytywnie odebrany. Zagraliśmy kilka naprawdę fajnych koncertów, poznaliśmy masę przesympatycznych osób. Dlatego nie odpuszczamy i już przygotowujemy się do nagrań na EP i łoimy koncerty. Nie spoczywamy na laurach. Jest jeszcze kilka fajnych riffów do zagrania.

Krzepiące słowa :) Ze zdjęć na waszym profilu fejsbukowym można wywnioskować, że rozrywkowe z was chłopaki. Nie boicie się gromów ciskanych przez hardkorowych metalowych prawdziwków z wieczną blazą na ryju?
Wątpię, aby którykolwiek z nas przejmował się tym, jak nas ocenią inni. Przede wszystkim jesteśmy sobą! Lubimy chodzić w trampkach, koszulkach w rozmiarach S i uśmiechać się do zdjęć. To po prostu my. W żaden jednak sposób nie próbuję zdyskredytować zespołów, które wykreowały sobie konkretny image, z założenia odmienny od naszego. Każdy tworzy swój sceniczny świat i w nim funkcjonuje. Ważne tylko, aby się w nim nie zgubić, bo skrajność może prowadzić do śmieszności. A my jesteśmy zwykłymi chłopakami, z którymi możesz się powygłupiać, których spotkasz wśród publiki na koncercie czy przy barze.

Zgadzam się, że grunt to nie spinać się na pokaz, bo wtedy efekt jest odwrotny do zamierzonego. Czy czekacie na nową płytę Repugnant? Lubicie Bastard Priest? Czy uważacie za przesadę stwierdzenie, że trwa obecnie moda na retro szwedzki death metal? Czy też po prostu, w natłoku ścigających się technicznych bandów, gatunek wraca do łask?
Ciężko powiedzieć czy czekamy. Chyba w głównej mierze zasłuchujemy się w starociach. Może masz trochę racji – od pewnego czasu daje się zaobserwować coraz więcej zespołów grających na szwedzką modłę. A skoro ludzie chcą tego słuchać? Enjoy!

Czy szwedzki death metal ma, waszym zdaniem, jakikolwiek sens, rację bytu, jeśli nie ma korzeni w horrorach? Czy nie jest tak, że kapele, które grają szwedzki death metal w wyniku inspiracji Entombed czy Dismember, ale bez pojęcia o starych, klasycznych horrorach, nie mają tego czegoś?
Możesz obejrzeć tysiące krwawych i strasznych filmów, nauczyć się płyt Entombed i Dismember na pamięć, założyć ciuchy, które zakładali do sesji zdjęciowych z „Left Hand Path” czy „Indecent Obscene”, wytatuować sobie na ramieniu loga powyższych kapel, ale wciąż czegoś ci braknie: HM-2 i skandynawskiego feelingu.

Co byście zrobili, gdyby pewnego poranka okazało się, że wieszczona przez wielu zombie apocalypse w końcu nadeszła i waszą zeszłonocną imprezownię otaczają hordy żywych trupów? Kto zginąłby pierwszy i dlaczego?
Każdy z nas na tyle głęboko orientuje się w temacie zombie, metod ich działania, sposobów walki z nimi, że akurat o naszą trójkę byłbym spokojny. A dla niezorientowanych? Może poleciłbym w ramach dokształcenia „Zombie Survival” Maxa Brooksa? Może klasyka w postaci „Night of the Living Dead” mistrza Romero z 1968? Wystarczy odrobina wysiłku.

Była mowa o Szwecji, a czy norweski black metal jest dla was jakąkolwiek inspiracją? Czy też bardziej kręci was grind, skoro zwąchaliście się z członkiem jednej z najlepszych grindowych załóg w Polsce?
Akurat ja „zwąchałem” się z członkiem jednej z najlepszych grindowych załóg w Polsce jeszcze w 2009 roku i miałem przyjemność współtworzyć z nim dwa ostatnie wydawnictwa Neuropathii. Natomiast Pavlo pachniał na tyle przyjemnie, że podczas jednej z europejskich tras, na której nam pomagał, zaproponowaliśmy mu wspólne granie czegoś odmiennego od naszych macierzystych projektów. Czy norweski black metal był dla nas inspiracją? Wątpię, chociaż mogę mówić tylko za siebie, bo mnie akurat zawsze było bliżej do grindu, szczególnie tego z Wysp.

Do kogo adresujecie swoją muzykę? Jest jakiś partykularny typ metalowca/słuchacza/fana, z którym nie chcecie mieć nic wspólnego? Jak byście zareagowali, gdyby okazało się, że waszą płytę pożyczył kumplowi na marszu niepodległości jakiś skinhead i teraz na wasze gigi przychodzi więcej łysych niż kudłatych, i że każdy z uporem maniaka pokazuje, ile śniegu najebało?
Ciężko nam wskazać konkretnego adresata naszej muzyki. Chcielibyśmy, aby materiał dotarł do jak najszerszego grona odbiorców. Dlatego nie stronimy zarówno od publiczności punkowej, jak i stricte metalowej. Nie ukrywajmy, że początkowo część osób chciała nas posłuchać, aby sprawdzić co udało się stworzyć chłopakom z Neuropathii w kolaboracji z gitarzystą black metalowych Deathrone i Abused Majesty. Nie jesteśmy w stanie prześwietlić każdej osoby słuchającej Kozłów. Jednocześnie ciężko zakładać, aby osoby o profilu opisanym przez Ciebie pojawiła się na naszym koncercie, zarówno z racji obgrywanych przez nas lokali jak i kapel, z którymi dzielimy scenę… Gdyby jednak doszło do takiej sytuacji, na scenie byś nas nie zobaczył.

Trzeba przyznać, że wasza muzyka prezentuje bardzo wysoki poziom. Jaki jest odzew na album i frekwencja na koncertach?
Dzięki! Miło słyszeć. Dotychczas nie spotkaliśmy się z negatywnymi komentarzami. Albo nie było żadnych, albo może po prostu nikt nie wygłosił ich nam prosto w oczy. Nie spodziewaliśmy się, że nasz CD zostanie tak niesamowicie odebrany i zbierzemy tyle pochlebnych opinii. Najważniejsze jest jednak, abyśmy my sami czerpali jak największą przyjemność z grania, tworzenia nowych rzeczy i wożenia naszych chudych tyłków na koncerty. Miejmy nadzieję, że nadchodzące wydawnictwo, które planujemy na pierwszą połowę 2013, będzie odebrane podobnie. Co do frekwencji na koncertach – jak na zespół z tak młodym stażem nie mamy powodów do narzekań. Dostaliśmy kilka zaproszeń do różnych miejsc w Polsce, czyli wniosek z tego taki, że ktoś tam chce nas słuchać, bo, poza organizatorami oczywiście, zawsze ktoś się po widowni kręci. Nieważne czy gramy na squacie dla 10 osób czy na większych scenach dla kilku setek – staramy się dawać z siebie wszystko, a przy tym znakomicie się bawić.

Sądzę, że to właściwe podejście do tematu. A czy jest w planach jakiś nowy długograj Neuropathii?
Nie pozwolę, aby moja ulubiona kapela umarła śmiercią naturalną :) A już całkiem poważnie – wielokrotnie rozmawialiśmy z Radkiem na ten temat. Szkoda by było pogrzebać tak istotny dla nas zespół, zwłaszcza że zgodnie wskazujemy ostatni materiał Neuropathii (split CD z kanadyjskim Putrescence) jako nagranie szczególnie dla nas istotne. Kilka numerów mam schowanych w szufladzie i czekamy tylko na odpowiedni moment. Ostatniego słowa jeszcze nie powiedzieliśmy… Natomiast na chwilę obecną skupiamy się w 100% na Kozłach.

To zajebiście, a czy z wypiekami na polikach śledziliście slalom Nergala po lśniących feerią neonów bulwarach mainstreamu? Czy czytaliście "Spowiedź heretyka" albo biografię Behemotha? Co sądzicie o takich mariażach ekstremalnego metalu z plastikową popkulturą, co tańczy na lodzie?
Nie odrywaliśmy oczu od telewizorów... Jeśli Nergal, czy ktokolwiek inny, dobrze się czuje w obecnej roli, nic nam do tego. Niech każdy żyje w zgodzie z samym sobą, nie krzywdząc przy tym innych.

Gdybyście mogli zabić jedną osobę na świecie i mieli gwarancję, że nie spotkają was z tego tytułu żadne reperkusje, kto by to był i dlaczego?
Tylko jedną? Prawdopodobnie byłby to ktoś z naszej kapeli, ale musimy rzucić monetą, bo nie możemy się zdecydować, kogo złożyć w ofierze. Konsekwencjami i tak za bardzo byśmy się nie przejmowali. Mamy prawnika w zespole, poza tym nie z takich opresji wychodzili już niektórzy zbrodniarze :)

Z pewnością muzyk-prawnik przydałby się Dismember, kiedy mieli w sądzie sprawę o nakłanianie młodzieży do przemocy :) Znakomitą muzykę bardzo zgrabnie dopełnia świetny merch. Kto jest odpowiedzialny za projekt koszulki? Jakiś młody zdolny czy też stary wyjadacz? A jeśli ten drugi, to jak udało się namówić go do współpracy z zespołem ze względnie niewielkim stażem i pewnie równie równie niewielkimi funduszami?
Autorem wzorów jest zdecydowanie młody, ale jeszcze bardziej zdolny Mariusz Romanowicz, były basista Neuropathii, na co dzień zajmujący się upiększaniem ludzkich ciał mniej lub bardziej kolorowymi obrazkami. Samo namówienie go do współpracy nie było jakimś większym problemem. Znamy się już trochę. Wzór grafiki, który umieściliśmy we wkładce płyty i później na koszulkach, był już gotowy, zanim jeszcze debiutancki album pojawił się w namacalnej formie. A o pieniądzach gentlemani nie rozmawiają.

Kozioł czy nie, kultura musi być :) Tyle ode mnie. Trzymajcie się i keep the flame burning!
Dziękujemy bardzo! Wszystkie informacje dotyczące koncertów i wydawnictw na bieżąco umieszczane są na naszym profilu FB. Do zobaczenia gdzieś, kiedyś!

WYWIAD: RAVENCULT [3.11.2010]

Machając jakiś czas temu baniakiem na koncercie Rotting Christ pomyślałem sobie, ze grecka scena, obok kanadyjskiej, należy przecież do najbardziej oryginalnych na świecie. Nigdy nie byłem specem w tej dziedzinie, ale np. feeling takiego Rotting Christ kojarzył mi się zawsze z nieocenionym wkładem Grecji w światową kulturę i sztukę. Nie umiem dokładnie określić jak to się dzieje, że tak jak Norwegowie grają „zimno”, tak Grecy umieją w jakiś niewyjaśniony sposób przemycić do swojej, bardzo specyficznej jakby nie było, wersji black metalu elementy ich przebogatej kultury i iskry chwalebnej przeszłości. Ta specyfika greckiego metalu sprawiła, że nigdy nie wgłębiłem się w niego za bardzo i kiedy natrafiłem w jakiś sposób na nowy zespół z Grecji również spodziewałem się, że słuchając ich mignie mi gdzieś tam w głowie spadzisty dach Akropolu a żagiel rybackiej kogi wydmie się na porywistym wietrze. I chuj, pierwsze takty kapitalnego „Temples of Torment” rozjebały Akropol w drobny mak a Szatan posadził na pokład kogi siarczystego kloca, który przeżarł się do samego kilu i zatopił stateczek wraz załogą i całym połowem. Ravencult zupełnie nie grają jak Grecy. Chłopaki hołdują europejskiemu old-schoolowi a brzmienie, które generują na swoich płytach przyjemnie połechtało mnie po jądrach. Tak miło zostawszy potraktowany nie mogłem nie wysłać chłopakom maila z kilkoma pytaniami. Efekt pogadanki ze Stefanosem, przedstawicielem greckiego komanda, macie poniżej.

Dosłownie na dniach wychodzi wasz trzeci album zatytułowany “Morbid Blood”. Sądząc po waszych poprzednich wydawnictwach możemy spodziewać się kolejnego, bezlitosnego black metalowego wykurwu. Nie słyszeliśmy jeszcze płyty ale może moglibyście uchylić rąbka tajemnicy – muzyczna formuła pozostała niezmieniona czy też wkradły się w wasze dźwięki jakieś zupełnie nowe elementy?
Na “Morbid Blood” połączyliśmy blackmetalową surowicę z thrashową zaciekłością. Spodziewajcie się szybkich temp (ale żadnych blastów!) i organicznego brzmienia na solidnej riffowej podstawie. Album wypełnia po brzegi old-schoolowy, black metalowy duch, który zawsze będzie rdzeniem naszej muzyki.

Nie od dziś wiadomo, że norweska scena nie jest już tym czym była kiedyś i że obecnie najlepszym black metalem mogą pochwalić się Szwedzi i Francuzi. Możecie mi wyjaśnić jak to możliwe, że w Grecji, po drugiej stronie kontynentu, istnieje taka kapela jak Ravencult, która brzmi bardziej old-schoolowo, ponuro i mroźno niż większość młodych norweskich zespołów razem wziętych?
Geografia w żaden sposób nie wiąże się ze sztuką a samo pochodzenie na pewno w niczym ci nie pomoże jeśli nie jesteś oddany metalowi a twoja muzyka nie jest szczera i wykręcona. Norwegia w dalszym ciągu wypluwa z siebie zajebiste albumy, wystarczy spojrzeć na nowe oblicze Darkthrone (co za jazda!), na nowe Burzum, na każdy utwór Aura Noir. Wydaje mi się, że to wystarczy, aby norweską „scenę” uważać za „jedną z najlepszych na świecie”. Jeśli chodzi o drugą część pytania – cóż mam rzec? My po prostu robimy swoje. Wszystko to, co słychać na płytach, wychodzi z nas zupełnie naturalnie. Przekonanie o tym, że jakaś kapela gra lepszy Black Metal bo pochodzi z Norwegii to pusty stereotyp, nic więcej. Każdy przecież zna takie zespoły jak Sarcofago, Hellhammer, Necromantia, Blasphemy, które bynajmniej nie pochodzą z Norwegii.

Czy podziwiacie jakieś greckie zespoły, może Rotting Christ albo Necromantia?
Wszystkie stare, te naprawdę kultowe. Moim zdaniem Rotting Christ był od 1989 do 1994 roku najlepszym zespołem Death/Black Metalowym w ogóle. Poza tym Necromantia, Zemial (ich utwór „Eclipse” i EP „Necrolatry” zajmują poczesne miejsce w moich prywatnych rankingach), Thou Art Lord, Agatus i Varathron. Wszystkie te kapele były jednymi z największych w całym metalowym undergroundzie, nie tylko w greckim.

Jakich chcielibyście mieć słuchaczy? Nie wydaje się wam, że sytuacja w której zespół oświadcza wszem i wobec, że ma w dupie swoich fanów, a jednocześnie regularnie wydaje płyty to jakaś kompletna bzdura? Istnieje, waszym zdaniem, racjonalne wyjaśnienie takiej sytuacji?
Jeśli ci naprawdę oddani fani szanują twój zespół i twoją muzykę to o czymś to świadczy. Na naszych koncertach chciałbym widzieć ludzi, którzy naprawdę siedzą w metalu i wspierają go, czy to jako fani, czy jako muzycy. Jeśli wydajesz płyty, to musisz się liczyć z tym, że pojawią się jakieś opinie, że będzie reakcja słuchaczy. Reszta to kwestia tego, czy cię to obchodzi czy nie.

Co myślicie o “religijnym” black metalu i zespołach w klimacie Deathspell Omega, Antaeus, Watain? Czy uważacie cały nurt za kolejny trend czy też może jest to nowa ścieżka rozwoju gatunku, która czeka na eksplorację?
Nurt ten ma już na swoim koncie kilka bardzo przekonujących albumów, które zdają się udowadniać, że to wcale nie trend, ale może się oczywiście zdarzyć tak, że na przestrzeni lat jakość przejdzie w ilość. Moim zdaniem religijny black metal wyrwał gatunek ze stagnacji. W dalszym ciągu uważam jednak, że nic nie pobije lat 1984 – 1994, to był najbardziej popierdolony okres w historii metalu!

Zauważyłem, że użyliście chórów na “Temples of Torment”. Czy chcecie w ten sposób zaznaczyć swoje poparcie dla teistycznego nurtu w black metalu czy też jest to jedynie ciekawy dodatek do tradycyjnej metalowej młócki?
Użyliśmy tych sampli, aby osiągnąć efekt kontrastu. „Temples of Torment” to oczywisty anty-religijny manifest, który zaczyna się i kończy autentycznym nagraniem greckiego chrześcijańskiego chóru. W intro nagranie puszczone jest od tyłu, w outro leci normalnie. Skrupulatnie wybraliśmy te a nie inne słowa dla podkreślenia naszego bluźnierstwa.

Czy są w Grecji jakieś młode zespoły poza Ravencult, o których warto wspomnieć?
No kurwa! Jest Black/Thrashowy Revenge, Goatvomit (prezentują ekstremalny, undergroundowy idealizm a brzmią jak sam Szatan), Dead Congregation (poważny i wykręcony zespół), Omega (100% old-schoolowego soundu, planujemy z nimi split EP-kę jeszcze w tym roku), Nadiwrath, Abyssgale, Burial Hordes (czarna surowica z pierwszym wokalista Ravencult za mikrofonem), Embrace of Thorns i wiele innych okrutnych hord z młodego pokolenia.

Czego słuchacie poza black metalem?
W zasadzie słucham wyłącznie metalu, głównie Black, Thrash, Death, stary Heavy i Doom. W ramach chilloutu zapuszczam sobie crust, hardcore punk, metalpunk, klasycznego rocka lub ambient w stylu Klausa Schulze. Mam też duży szacunek dla Diamandy Gallas. Metal jest bardzo różnorodnym gatunkiem muzyki, nigdy nie mam go dość.

Co porabiacie w prywatnym życiu? Robota, rodzina, dzieciaki?
Nikt z nas ani nie jest żonaty ani nie ma dzieciaków. Pracowaliśmy w różnych miejscach na przestrzeni lat. Rzadko decydujemy się podjęcie zobowiązań, które oddaliły by nas od grania i słuchania muzyki.

Czym jest dla was black metal? Nie wydaje się wam, że przesadnie poważne podejście do ideologii zabija muzykę, powoduje stagnację gatunku i de facto ośmiesza go?
Black Metal to rozszalały demon, który wywraca ci flaki na drugą stronę. Jest jednocześnie szansą na prawdziwe odrodzenie, które staje się udziałem tego, kto rzuci się w jego wir. Jest mieszanką strachu, zła i diabelskiej chwały, którą czujesz słuchając, jak Cronos wypluwa z siebie kolejne wersy „Black Metal”.

Jakie są wasze główne inspiracje?
Przemoc i poczucie, że normalni ludzie brzydzą się nami. Inspiracją dla nas byli także tacy ludzie jak Lemmy, Quorthon, Euronymous, Bon Scott, Cronos i całe mnóstwo metalowych albumów.

Jak się teraz żyje w Grecji? Kryzys mocno wam dokucza?
Ciężko opisać tak złożoną kwestię w kilku zdaniach. Życie w Grecji może być naprawdę gówniane jeśli nie potrafi się myśleć kreatywnie. Żyjemy w stolicy, w nie kończącej się miejskiej dżungli, w której mieszka cztery miliony ludzi. Trudno tu o kontakt z naturą a życie toczy się bardzo szybko. Ale zdarza się czasem, że wyniknie z tego chaosu coś dobrego. Trzeba być cwanym, żeby tu przeżyć.

Co chcecie osiągnąć poprzez swoją muzykę?
Chcemy czcić mordercze brzmienie.

Gdybyś mógł zabić dowolną osobę na świecie z gwarancją, że nie czekają cię z tego tytułu żadne konsekwencje – kogo byś zabił i dlaczego?
Zabicie tylko jednej osoby nigdy niczego nie rozwiązuje, więc wydaje mi się, że jeśli już miałbym to zrobić, to symbolicznie odstrzeliłbym łeb papieżowi, w Watykanie, na oczach płaczących wiernych.

Wierzysz w absolutną wolność czy też jest coś, co cenisz bardziej od wolności?
Bardzo przemawia do mnie koncept absolutnej wolności ale Ziemia jest jak tonący okręt, trzeba się więc kierować pewnymi wartościami, by nie utonąć wraz z nim. Bardzo cenię wolę przeżycia, godność, obstawanie przy swoim bez względu na okoliczności, bycie szczerym wobec samego siebie. Odważne kroczenie własną ścieżką aż po grób. Obdarzanie szacunkiem godnych a nie marnowanie go na ignorantów i idiotów.

To by było na tyle. Pożegnaj się ładnie.
Prymitywny sound powraca! Kontakt: RAVENCULT, PO BOX 3747, Gr 10210, Athens, Greece. Dzięki za wywiad!

WYWIAD: ALVERG [31.10.2012]

Z lekko już przełysiałych lasów Norwegii i zza cokolwiek już nadkruszałych jej fiordów wychyla się jeszcze co jakiś czas rogaty łeb uśpionego dotychczas potwora. Jestem wielkim fanem starej norweskiej sceny ale nawet mnie kończy się już cierpliwość do żmudnego brnięcia przez wartki prąd nieprzebranych mas kompletnie nudnych, wtórnych i bezwartościowych zespołów, którym się wydaje, że kostkowanie, pochodzenie i syfiaste brzmienie ustawią ich koślawe giry na ścieżce ku wiecznej chwale. Tym bardziej cieszy takie znalezisko jak Alverg, który swoim bardzo dobrym debiutem „Elde” rozdmuchał, nieco przygasły już, płomień na północnym niebie. Na moje pytania odpowiadał Loge.

Wymień pięć swoich ulubionych metalowych albumów.
Ciężko mi wymienić tylko pięć, ale chyba najmocniej wpłynęły na mnie: 'For kunsten maa vi evig vike' Kvist, 'Fra underverdenen' Kampfar, 'Dark Medieval Times' Satyricon, 'Under a Funeral Moon' Darkthrone i 'Filosofem' Burzum.

Co oznacza słowo Alverg?
Wymyśliłem to słowo, ponieważ nie mogłem znaleźć już istniejącego, które dobrze by opisywało moją muzykę. Składa się ono z dwóch innych słów: verg oznacza obrońcę lub strażnika a al to drzewa, które rosną powoli z powodu trudnego klimatu i stają się dzięki temu bardzo silne. Słowo alverg oznaczałoby więc „silnego strażnika”.

Co tam słychać w Norwegii? Co cię ziębi a co grzeje w twoim kraju?
Norwegia wciąż jest bardzo piękna. Uwielbiam tutejszą przyrodę i nienawidzę tego, jak ją zaniedbujemy. Nienawidzę też tego, że z roku na rok budujemy coraz szersze drogi, wznosimy więcej słupów wysokiego napięcia i niszczymy w ten sposób krajobraz.

W internecie wyczytałem, że założyliście zespół w 2002 roku. Jakie były wasze główne inspiracje? Co konkretnie pchnęło was ku muzyce i graniu w zespole?
W 2002 roku mój pogląd na black metal zawierał się w stwierdzeniu, że gatunek poszedł w złym kierunku. Nie było już kapel grających black metal jaki ja lubiłem. W tym czasie zespoły zaczynały grać bardzo awangardowo, progresywnie, lub staczały się w niemal komiczną „prawdziwość”. Zadawałem sobie pytanie, co się stało z tym starym, dobrym black metalem, który na pierwszym miejscu stawiał atmosferę i który był inspirowany naturą? Zdecydowałem więc, że sam będę grał taką muzykę o jaki mi chodzi. Inspiracją dla Alverg były lasy, góry, wodospady i rzeki. Moim celem było tworzenie black metalu, słuchając którego miałbyś wrażenie, że obcujesz z naturą. Miałem też duży problem ze znalezieniem ludzi z którymi mógłbym grać. Mieszkałem w małych miejscowościach i zanim nie poznałem Heolstora, który mieszkał w Hiszpanii, znalezienie pałkera było tak trudne, że w zasadzie niemożliwe. Jakoś udało mi się przekonać go, by przeniósł się do Norwegii i dołączył do Alverg.

Dlaczego to właśnie natura jest głównym tematem waszych liryków? Co konkretnie chcecie wyrazić poprzez swoją muzykę i teksty?
Wychowywałem się w miejscowościach otoczonych przez lasy i góry, w północno-zachodniej części Norwegii, niedaleko Ålesund. Dużą część swojego dzieciństwa spędziłem włócząc się po lasach a krajobrazy, którymi cieszyłem oczy, są częścią tego kim jestem. Uważam, że cała sztuka powinna być inspirowana naturą, ponieważ wszystko pochodzi z natury. Motywem przewodnim tekstów Alverg jest utrata kontaktu z naturą, która stała się nam obca i której już nie rozumiemy. Poprzez liryki próbuję wyrazić ból i zagubienie, które są rezultatem takiego stanu rzeczy, chcę opisać konflikt pomiędzy naturą a tym, co ludzie mają w głowach.

Jakie norweskie zespoły mógłbyś polecić? Co się obecnie dzieje na waszej scenie?
Muszę przyznać, że nie interesuję się już tym, co się dzieje na scenie. To znaczy widzę, że powstają nowe zespoły, ale odnoszę wrażenie, że rzadko prezentują one coś interesującego dla mnie osobiście. Wyjątkiem jest kapela Dødsengel, która nagrała w zeszłym roku bardzo ciekawy album „Visionary”. Chciałbym ponadto przypomnieć wszystkim o takiej kapeli jak Kampfar. Oni wciąż są wielcy.

Gdzie dokładnie w Norwegii mieszkasz? Napisz parę słów o swoim mieście i o tym, jak się tam żyje.
Właściwie to przeprowadziłem się niecały miesiąc temu. Mieszkam teraz w miejscowości Asker (czyli po norwesku „popioły”, dobre miejsce do grania black metalu – przyp. tromm) nieopodal Oslo. Sporo tutaj gęstych lasów ale prawie żadnych gór, teren jest właściwie nizinny. Asker to ciche i spokojne miasto gdzie bardzo niewiele się dzieje. Wciąż oswajam się z tym miejscem więc na razie jeszcze nie mogę napisać jak tu jest. Jak dotąd OK.

Czy czujecie się częścią black metalowego ruchu? Czy nie wydaje się wam, że sam termin zdegenerował się w wyniku pojawienia się na scenie zbyt wielu kapel, które nie mają do nic do zaoferowania ani na płaszczyźnie duchowej/intelektualnej ani na płaszczyźnie stricte muzycznej?
Jak już pisałem wcześniej, zacząłem grać black metal bo nie podobał mi się kierunek, w jakim black metal poszedł. Masz rację, że wiele kapel wydaje się nie mieć absolutnie nic do powiedzenia. Ja zawsze starałem się grać muzykę, którą lubię, nie starałem się natomiast być częścią jakiejś sceny ani utrzymywać kontaktu z innymi zespołami. Przez większą część życia mieszkałem w miejscach, gdzie byłem jedyną osobą zainteresowaną taką muzyką. Alverg jest więc w pewnym sensie bardzo wyizolowaną kapelą. Dzięki niewielkiej liczbie muzyków stał się na przestrzeni lat czymś o wiele bardziej osobistym. Absolutnie nie uważam się za część sceny.

Jakie jest wasze zdanie o wszystkich tych ekstremalnych wydarzeniach w początku lat 90-tych? Czujecie się częścią historii czy wolicie patrzeć w przyszłość?
W 1993 miałem 13 lat i mieszkałem na drugim końcu kraju, byłem więc zbyt młody, by być wtedy częścią całego ruchu, ale tamte wydarzenia bardzo mocno na mnie wpłynęły. Może nie zgadzam się ze wszystkim, co się wtedy działo ani nie marzy mi się powrót tamtych czasów ale niewątpliwie wszystko to było bardzo ważne i zdefiniowało gatunek na długie lata. Z tego względu doceniam i szanuję tę cześć historii. Niektórzy chcą, żeby było jak kiedyś, próbują wdrażać podobne idee i kierować się podobnymi wartościami. Przybiera to niejednokrotnie formę religijnego fanatyzmu, od którego stronię.

Co robicie w prywatnym życiu? Praca, kobiety, jakieś inne pasje poza muzyką?
Interesuję się wieloma różnymi rzeczami. Głównie rysuję i włóczę się po lasach i górach. Troszkę podróżuję i piszę, z pasją zajmuję się też robieniem miodu z ziołami, które zbieram w lesie. Heolstor również ma wiele różnych zainteresowań ale woli skupiać się na jednym na raz. W tej chwili stara się opublikować książkę o mitologii nordyckiej.

Jaki jest w tej chwili stosunek norweskiego społeczeństwa do black metalu? Pogardza się metalowcami z powodu niesławnej przeszłości gatunku czy raczej toleruje się ich inność posławszy w niepamięć podpalenia i morderstwa?
Ludzie w Norwegii ochłonęli już z nienawiści i strachu w związku z podpaleniami, które miały miejsce w latach 90-tych. Nie odczułem personalnie żadnej nienawiści ale, oczywiście, nikt nie darzy mnie, jako metalowca, jakąś szczególną estymą. Generalna opinia społeczeństwa na temat metalheadów jest taka, że wiecznie są naćpani i mają pokręcone pomysły na temat Szatana. Black metal został mniej lub bardziej zaakceptowany przez ogół społeczeństwa a Dimmu Borgir są traktowani jak druga Metallica.

Słyszałeś nową płytę Burzum? Jak wrażenia?
Genialny album! Uwielbiam go. Burzum był zawsze nadzwyczajnym zespołem, ale niewielu spodziewało się tak udanego powrotu po 15 latach w więzieniu. To niesamowite jak Varg wciąż potrafi uchwycić w swojej muzyce tę szczególną atmosferę.

Nie znalazłem w necie informacji o jakichś waszych innych zespołach poza Alverg a przecież wasz debiut brzmi bardzo dojrzale. Jak to możliwe? Nie powinniście brzmieć jak Min Kniv albo Goatchrist?
Chyba powinienem podziękować (śmiech). W zasadzie nigdy nie grałem w żadnym innym zespole ale z drugiej strony nad muzyką zawartą na debiucie Alverg pracowałem od 2002 roku, co najwidoczniej zaprocentowało. Heolstor z kolei grał w wielu zespołach kiedy mieszkał w Hiszpanii, w Cyhiriaeth, Chains of Beleth, Eald i Nazgul, jest więc najbardziej doświadczonym muzykiem z nas wszystkich. Tym gorzej dla zespołu, że to ja komponuję muzykę (śmiech).

Znasz jakieś kapele z polski? Co myślisz o tych, które znasz?
Znam tylko Behemotha, i to głównie z nazwy.

Jakie są twoje oczekiwania odnośnie „Elde”? Masz jakiś cel, który chcesz osiągnąć swoją muzyką czy też chodzi przede wszystkim o wyrażenie siebie? Nie miałem absolutnie żadnych oczekiwań kiedy zaczynałem. Pisałem taką muzykę, jaką lubiłem, ale nie spodziewałem się, że spodoba się innym. Wychodzę z założenia, że gdyby faktycznie tyle osób interesowało się taką muzyką, to wychodziłoby jej trochę więcej. Przede wszystkim chodzi mi więc o wyrażenie siebie. Soulseller Rec. wysłali mi maila z zapytaniem, czy nie mogliby wydać Alverg. Zgodziłem się z radością ale zważywszy na olbrzymią ilość black metalowych zespołów i ciągłą popularyzacjęmp3 nie spodziewam się po „Elde” więcej, jak tylko tego, że spodoba się tym, którzy zadadzą sobie trud, by po niego sięgnąć.

To by było na tyle. Coś do dodania?
W sumie nie. Dzięki za wywiad!