niedziela, 29 grudnia 2013

WYWIAD: RAVENCULT [3.11.2010]

Machając jakiś czas temu baniakiem na koncercie Rotting Christ pomyślałem sobie, ze grecka scena, obok kanadyjskiej, należy przecież do najbardziej oryginalnych na świecie. Nigdy nie byłem specem w tej dziedzinie, ale np. feeling takiego Rotting Christ kojarzył mi się zawsze z nieocenionym wkładem Grecji w światową kulturę i sztukę. Nie umiem dokładnie określić jak to się dzieje, że tak jak Norwegowie grają „zimno”, tak Grecy umieją w jakiś niewyjaśniony sposób przemycić do swojej, bardzo specyficznej jakby nie było, wersji black metalu elementy ich przebogatej kultury i iskry chwalebnej przeszłości. Ta specyfika greckiego metalu sprawiła, że nigdy nie wgłębiłem się w niego za bardzo i kiedy natrafiłem w jakiś sposób na nowy zespół z Grecji również spodziewałem się, że słuchając ich mignie mi gdzieś tam w głowie spadzisty dach Akropolu a żagiel rybackiej kogi wydmie się na porywistym wietrze. I chuj, pierwsze takty kapitalnego „Temples of Torment” rozjebały Akropol w drobny mak a Szatan posadził na pokład kogi siarczystego kloca, który przeżarł się do samego kilu i zatopił stateczek wraz załogą i całym połowem. Ravencult zupełnie nie grają jak Grecy. Chłopaki hołdują europejskiemu old-schoolowi a brzmienie, które generują na swoich płytach przyjemnie połechtało mnie po jądrach. Tak miło zostawszy potraktowany nie mogłem nie wysłać chłopakom maila z kilkoma pytaniami. Efekt pogadanki ze Stefanosem, przedstawicielem greckiego komanda, macie poniżej.

Dosłownie na dniach wychodzi wasz trzeci album zatytułowany “Morbid Blood”. Sądząc po waszych poprzednich wydawnictwach możemy spodziewać się kolejnego, bezlitosnego black metalowego wykurwu. Nie słyszeliśmy jeszcze płyty ale może moglibyście uchylić rąbka tajemnicy – muzyczna formuła pozostała niezmieniona czy też wkradły się w wasze dźwięki jakieś zupełnie nowe elementy?
Na “Morbid Blood” połączyliśmy blackmetalową surowicę z thrashową zaciekłością. Spodziewajcie się szybkich temp (ale żadnych blastów!) i organicznego brzmienia na solidnej riffowej podstawie. Album wypełnia po brzegi old-schoolowy, black metalowy duch, który zawsze będzie rdzeniem naszej muzyki.

Nie od dziś wiadomo, że norweska scena nie jest już tym czym była kiedyś i że obecnie najlepszym black metalem mogą pochwalić się Szwedzi i Francuzi. Możecie mi wyjaśnić jak to możliwe, że w Grecji, po drugiej stronie kontynentu, istnieje taka kapela jak Ravencult, która brzmi bardziej old-schoolowo, ponuro i mroźno niż większość młodych norweskich zespołów razem wziętych?
Geografia w żaden sposób nie wiąże się ze sztuką a samo pochodzenie na pewno w niczym ci nie pomoże jeśli nie jesteś oddany metalowi a twoja muzyka nie jest szczera i wykręcona. Norwegia w dalszym ciągu wypluwa z siebie zajebiste albumy, wystarczy spojrzeć na nowe oblicze Darkthrone (co za jazda!), na nowe Burzum, na każdy utwór Aura Noir. Wydaje mi się, że to wystarczy, aby norweską „scenę” uważać za „jedną z najlepszych na świecie”. Jeśli chodzi o drugą część pytania – cóż mam rzec? My po prostu robimy swoje. Wszystko to, co słychać na płytach, wychodzi z nas zupełnie naturalnie. Przekonanie o tym, że jakaś kapela gra lepszy Black Metal bo pochodzi z Norwegii to pusty stereotyp, nic więcej. Każdy przecież zna takie zespoły jak Sarcofago, Hellhammer, Necromantia, Blasphemy, które bynajmniej nie pochodzą z Norwegii.

Czy podziwiacie jakieś greckie zespoły, może Rotting Christ albo Necromantia?
Wszystkie stare, te naprawdę kultowe. Moim zdaniem Rotting Christ był od 1989 do 1994 roku najlepszym zespołem Death/Black Metalowym w ogóle. Poza tym Necromantia, Zemial (ich utwór „Eclipse” i EP „Necrolatry” zajmują poczesne miejsce w moich prywatnych rankingach), Thou Art Lord, Agatus i Varathron. Wszystkie te kapele były jednymi z największych w całym metalowym undergroundzie, nie tylko w greckim.

Jakich chcielibyście mieć słuchaczy? Nie wydaje się wam, że sytuacja w której zespół oświadcza wszem i wobec, że ma w dupie swoich fanów, a jednocześnie regularnie wydaje płyty to jakaś kompletna bzdura? Istnieje, waszym zdaniem, racjonalne wyjaśnienie takiej sytuacji?
Jeśli ci naprawdę oddani fani szanują twój zespół i twoją muzykę to o czymś to świadczy. Na naszych koncertach chciałbym widzieć ludzi, którzy naprawdę siedzą w metalu i wspierają go, czy to jako fani, czy jako muzycy. Jeśli wydajesz płyty, to musisz się liczyć z tym, że pojawią się jakieś opinie, że będzie reakcja słuchaczy. Reszta to kwestia tego, czy cię to obchodzi czy nie.

Co myślicie o “religijnym” black metalu i zespołach w klimacie Deathspell Omega, Antaeus, Watain? Czy uważacie cały nurt za kolejny trend czy też może jest to nowa ścieżka rozwoju gatunku, która czeka na eksplorację?
Nurt ten ma już na swoim koncie kilka bardzo przekonujących albumów, które zdają się udowadniać, że to wcale nie trend, ale może się oczywiście zdarzyć tak, że na przestrzeni lat jakość przejdzie w ilość. Moim zdaniem religijny black metal wyrwał gatunek ze stagnacji. W dalszym ciągu uważam jednak, że nic nie pobije lat 1984 – 1994, to był najbardziej popierdolony okres w historii metalu!

Zauważyłem, że użyliście chórów na “Temples of Torment”. Czy chcecie w ten sposób zaznaczyć swoje poparcie dla teistycznego nurtu w black metalu czy też jest to jedynie ciekawy dodatek do tradycyjnej metalowej młócki?
Użyliśmy tych sampli, aby osiągnąć efekt kontrastu. „Temples of Torment” to oczywisty anty-religijny manifest, który zaczyna się i kończy autentycznym nagraniem greckiego chrześcijańskiego chóru. W intro nagranie puszczone jest od tyłu, w outro leci normalnie. Skrupulatnie wybraliśmy te a nie inne słowa dla podkreślenia naszego bluźnierstwa.

Czy są w Grecji jakieś młode zespoły poza Ravencult, o których warto wspomnieć?
No kurwa! Jest Black/Thrashowy Revenge, Goatvomit (prezentują ekstremalny, undergroundowy idealizm a brzmią jak sam Szatan), Dead Congregation (poważny i wykręcony zespół), Omega (100% old-schoolowego soundu, planujemy z nimi split EP-kę jeszcze w tym roku), Nadiwrath, Abyssgale, Burial Hordes (czarna surowica z pierwszym wokalista Ravencult za mikrofonem), Embrace of Thorns i wiele innych okrutnych hord z młodego pokolenia.

Czego słuchacie poza black metalem?
W zasadzie słucham wyłącznie metalu, głównie Black, Thrash, Death, stary Heavy i Doom. W ramach chilloutu zapuszczam sobie crust, hardcore punk, metalpunk, klasycznego rocka lub ambient w stylu Klausa Schulze. Mam też duży szacunek dla Diamandy Gallas. Metal jest bardzo różnorodnym gatunkiem muzyki, nigdy nie mam go dość.

Co porabiacie w prywatnym życiu? Robota, rodzina, dzieciaki?
Nikt z nas ani nie jest żonaty ani nie ma dzieciaków. Pracowaliśmy w różnych miejscach na przestrzeni lat. Rzadko decydujemy się podjęcie zobowiązań, które oddaliły by nas od grania i słuchania muzyki.

Czym jest dla was black metal? Nie wydaje się wam, że przesadnie poważne podejście do ideologii zabija muzykę, powoduje stagnację gatunku i de facto ośmiesza go?
Black Metal to rozszalały demon, który wywraca ci flaki na drugą stronę. Jest jednocześnie szansą na prawdziwe odrodzenie, które staje się udziałem tego, kto rzuci się w jego wir. Jest mieszanką strachu, zła i diabelskiej chwały, którą czujesz słuchając, jak Cronos wypluwa z siebie kolejne wersy „Black Metal”.

Jakie są wasze główne inspiracje?
Przemoc i poczucie, że normalni ludzie brzydzą się nami. Inspiracją dla nas byli także tacy ludzie jak Lemmy, Quorthon, Euronymous, Bon Scott, Cronos i całe mnóstwo metalowych albumów.

Jak się teraz żyje w Grecji? Kryzys mocno wam dokucza?
Ciężko opisać tak złożoną kwestię w kilku zdaniach. Życie w Grecji może być naprawdę gówniane jeśli nie potrafi się myśleć kreatywnie. Żyjemy w stolicy, w nie kończącej się miejskiej dżungli, w której mieszka cztery miliony ludzi. Trudno tu o kontakt z naturą a życie toczy się bardzo szybko. Ale zdarza się czasem, że wyniknie z tego chaosu coś dobrego. Trzeba być cwanym, żeby tu przeżyć.

Co chcecie osiągnąć poprzez swoją muzykę?
Chcemy czcić mordercze brzmienie.

Gdybyś mógł zabić dowolną osobę na świecie z gwarancją, że nie czekają cię z tego tytułu żadne konsekwencje – kogo byś zabił i dlaczego?
Zabicie tylko jednej osoby nigdy niczego nie rozwiązuje, więc wydaje mi się, że jeśli już miałbym to zrobić, to symbolicznie odstrzeliłbym łeb papieżowi, w Watykanie, na oczach płaczących wiernych.

Wierzysz w absolutną wolność czy też jest coś, co cenisz bardziej od wolności?
Bardzo przemawia do mnie koncept absolutnej wolności ale Ziemia jest jak tonący okręt, trzeba się więc kierować pewnymi wartościami, by nie utonąć wraz z nim. Bardzo cenię wolę przeżycia, godność, obstawanie przy swoim bez względu na okoliczności, bycie szczerym wobec samego siebie. Odważne kroczenie własną ścieżką aż po grób. Obdarzanie szacunkiem godnych a nie marnowanie go na ignorantów i idiotów.

To by było na tyle. Pożegnaj się ładnie.
Prymitywny sound powraca! Kontakt: RAVENCULT, PO BOX 3747, Gr 10210, Athens, Greece. Dzięki za wywiad!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz