piątek, 14 marca 2014

RECENZJA: Furia "Marzannie, Królowej Polski" [PL 2012]

W końcu jest! Trzecia pełna płyta najbardziej płodnego kolektywu black metalowego w końcu ujrzała światło dzienne. Pewnie nikt wobec tej premiery nie pozostanie obojętny i wielu na nią czekało. W tym również ja, bo jestem wielkim fanem wszystkich tworów tych muzyków, a Furii w szczególności. Sam tytuł już wiele obiecywał, bo pokazywał, że grupa nie porzuciła swojego nietypowego stylu a sama płyta jest kontynuacją „serii” związanej z porami roku. Jest tu obecne to, za co zawszę Furię się ceniło, tzn. świetne liryki, obowiązkowo w języku polskim, bardzo przemyślany koncept, uderzająca polskość tej muzyki, choć trudno jest określić, na czym to polega. To coś nieuchwytnego, ale daje niepowtarzalny efekt. Standardowo jest też ogromna dawka świetnego klimatu, przez co nie mogę się oderwać od tej płyty. Dla przykładu posłuchajcie sobie drugiego na płycie kawałka, pozbawionego tytułu. Tekstem jest w zasadzie tylko odliczanie, więc nie spodziewałem się za wiele, ale to co się tworzy w środku tego kawałka wywołuje ciary. To bardzo emocjonalny utwór z przeplatającymi się nastrojami. Podobnie jest z kawałkiem „Kosi ta śmierć”, gdzie świetny tekst, jest podkreślony doskonałymi wokalami. Skoro już przy tym jesteśmy, to wokale właśnie osiągają swój szczyt w ostatnim kawałku „Są to koła”- po prostu trzeba to sprawdzić. To że wyszczególniłem kilka utworów nie znaczy, że pozostałe są gorsze. Wcale nie, cała płyta niezmiennie trzyma wysoki poziom. Jednocześnie nie jest to powtórka z rozrywki i „Marzannie…” wcale nie jest identyczna do poprzednich wydawnictw. Mam wrażenie, że przewrotnie jest ostrzejsza i bardziej się wpisuje w ramy black metalu niż np. „Grudzień za grudniem”. Zespół poszedł tym samym w trochę innym kierunku niż wszyscy się spodziewali i płyta pozornie wiosenna wniosła mrok i zwątpienie. Czekam teraz na płytę „letnią”, nie jestem w stanie sobie wyobrazić, czym zaskoczą po raz kolejny.